piątek, 18 marca 2016

Dorosły człowiek nosi ze sobą 2 kg bakterii


Dorosły człowiek nosi ze sobą 2 kg bakterii. Gdybyśmy chcieli się ich pozbyć - umarlibyśmy

Na początek ciekawostka. Czy wiedzą państwo, ile
bakterii żyje na ludzkim ciele lub w nim? Jest ich więcej niż komórek naszego ciała. W tej sytuacji należało by zadać pytanie, czym jesteśmy? Czy przypadkiem nie pożywką do życia dla drobnoustrojów? Choć trudno nam przyjąć taką definicję człowieka, to w jakimś sensie jest to prawda. Nasz organizm przez lata ewolucji wszedł z różnymi rodzajami bakterii w tak ścisłą komitywę, że bez nich nie mogłoby zachodzić wiele procesów życiowych. W ogromnej większości bowiem drobnoustroje, które w nas bytują, są dla nas ”dobre”. Skutecznie chronią nas przez tymi złymi, utrzymując ich liczebność w ryzach. Większość z tych 2 kg bakterii żyje w jelicie grubym. To jeden z najgęstszych i najbogatszych gatunkowo ekosystemów na Ziemi - bytuje w nim około tysiąca różnych gatunków mikrobów! (dla porównania w powietrzu unosi się blisko sto gatunków). Już sama ta liczba dowodzi, że bakterie te muszą mieć ogromny wpływ na nasz organizm.
Najważniejsze, z punktu widzenia prozdrowotnego, są gatunki bakterii kwasu mlekowego z rodzaju Lactobacillus oraz z rodzaju Bifidobacterium (skrótowo zwane bakteriami LB). Tworzą one przeciwwagę dla bakterii szkodliwych lub potencjalnie szkodliwych stanowiących nieodłączną część mikroflory jelitowej. Wraz z innymi bakteriami pokrywają one szczelnie nabłonek jelitowy i dzięki temu stanowią barierę dla bakterii chorobotwórczych lub dla szkodliwych substancji mogących się znaleźć w jelicie. A jest co chronić - jego powierzchnia wynosi od 300 do nawet 400 metrów kwadratowych. Mamy więc do obrony obszar całkiem sporego boiska, przez który nasz organizm kontaktuje się otoczeniem.
Oderwani od przyrody
Bakterie kwasu mlekowego są powszechne w środowisku i od niepamiętnych czasów wykorzystywane były do naturalnego ukwaszania żywności. W ten sposób powstaje np. kefir czy kiszona kapusta. Jednak szczepy bakteryjne wykorzystywane do produkcji tej żywności nie są specjalnie selekcjonowane.
Naukowcy chcieli czegoś więcej - wyszukania tych najlepszych, dających człowiekowi konkretne korzyści, np. pomoc w leczeniu biegunek. W ten sposób powstały bakterie probiotyczne - specjalne mikroby, które mają korzystny wpływ na zdrowie człowieka. Ich specyficzna cechą jest zdolność do przedostawania się w stanie żywym do jelita grubego, osiedlania się w nim i rozmnażania się.
Odnalezienie probiotycznych bakterii stało się wyjątkowo ważne w sytuacji, gdy tracimy kontakt z naturalnymi bakteriami obecnymi w środowisku. Produkcja żywności na masową skalę z wykorzystaniem nowoczesnych metod termicznych, powszechne stosowanie antybiotyków i wysoki poziom higieny w środowisku - chroni nas przed jednymi chorobami, ale może wywoływać inne. Jedna z teorii pojawienia się w ostatnich latach ogromnej liczby alergii zakłada, że zjawisko to jest spowodowane m.in. złym funkcjonowaniem ludzkiego układu pokarmowego i zawartej w nim flory bakteryjnej. Mikroby mieszkające w nabłonku jelitowym, z powodu zmienionej żywności, nie chronią go tak szczelnie jak dawniej. Jest ich mniej i są mniej aktywne.
Jedzenie np. fermentowanych napojów mlecznych nowej generacji oznacza więc zwiększenie w jelicie grubym liczby bakterii typu LB, a tym samym wzmocnienie wspomnianej ochronnej bariery jelitowej lub przywrócenie jej stabilności. Mikroby te ”przylepiają się” do śluzówki i w konsekwencji zmniejszają ryzyko przyczepiania się do niej bakterii chorobotwórczych. Bakterie probiotyczne działają też hamująco, a nawet zabójczo w stosunku do bakterii szkodliwych, wytwarzając takie substancje jak: kwas mlekowy, nadtlenek wodoru i krótkie białka zwane bakteriocynami.
Gdzie szukać produktów probiotycznych?
Najczęściej są to napoje mleczne i ich przetwory, czyli jogurty, mleko i serki. Ale nie tylko. Bakterie probiotyczne dodaje się także do tłuszczów do smarowania pieczywa, do napojów na bazie herbaty, soków owocowo-warzywnych, a także (jeszcze poza Polską) do lodów, płatków śniadaniowych czy gum do żucia.
Uwaga! Na sklepowych półkach roi się od produktów określanych jako probiotyczne, choć takimi nie są. Komercyjnych szczepów w sprzedaży jest kilkanaście. Jeśli na opakowaniu produktu nie ma symbolu ze szczepem to nie jest to produkt probiotyczny.

 
Edytuj temat
 
 
Musi na nim obowiązkowo znaleźć się nazwa rodzaju, gatunku i szczepu bakterii, której zjedzenie ma nam przynieść jakieś korzyści np. Bifidobacterium (rodzaj) lactis (gatunek) DN-173 010 (szczep).
Poza tym, żeby działać na nasz organizm, produkt musi zawierać co najmniej 1 mln żywych komórek bakteryjnych w ml (10 do szóstej).
Działanie szczepu musi być naukowo udowodnione, oraz przejść wiele badań klinicznych. Testowanie nowych probiotyków już dawno nie jest zabawą - w roku 1995 wykonano na świecie trzy próby kliniczne z zastosowaniem probiotyków. W latach 2005-06 zrobiono prawie 280 badań dowodzących (lub nie), że dany szczep bakterii ma korzystny wpływ na ludzki organizm.
Pamiętaj! Przedrostek „Bio” w nazwie np. jogurtu nie jest gwarancją probiotyczności, oznacza co najwyżej, że pochodzi on z rolnictwa ekologicznego.
Czy jogurty probiotyczne naprawdę wzmacniają odporność?
Naukowcy jednoznacznie udowodnili, że niektóre szczepy probiotyczne mają zdolność wzmacniania naszego układu odpornościowego. I znów: skoro w jelitach znajduje się 70 proc. wszystkich komórek odpornościowych człowieka (!), to ich funkcjonowanie musi być zależne od dobrej pracy przyjaznych bakterii. Jak one to robią? M.in. wydzielają różne związki pobudzające komórki układu odpornościowego do walki z patogenami.
Są też naukowe dowody na inne działanie probiotyków. Wiadomo, że mogą obniżać poziom złego cholesterolu, poprawiają wchłanianie związków mineralnych, a nawet rozkładają niektóre substancje rakotwórcze wytwarzane przez inne bakterie lub ”przybyłe” do jelita z otoczenia. A to może w konsekwencji zmniejszać ryzyko wystąpienia raka jelita grubego.
Uwaga! Jest jeszcze jeden ważny powód, żeby jeść probiotyki - chronią nas podczas antybiotykoterapii. Leczenie antybiotykami poważnie uszkadza system jelitowy. Przypomina to nalot dywanowy, podczas którego bakterie (i te dobre i te złe) giną milionami, odsłaniając wrażliwy nabłonek jelitowy. Oczywiście nie na długo. Jak tylko odstawiamy leki, kolonizacja zaczyna się na nowo, ale kto w niej będzie górą? Stosując leki osłonowe zawierające dobre bakterie, zwiększamy szansę, że to one jako pierwsze dopadną nabłonek i ochronią go przed inwazją patogenów.
Jedzenie probiotyków ważne jest szczególnie u dzieci (bo w dzieciństwie m.in. kształtuje się ich układ odpornościowy), a także u osób starszych, u których z wiekiem dochodzi do zamiany flory bakteryjnej na tę bardziej niekorzystną.
Niestety, bakterie probiotyczne nie bardzo chcą w nas pozostać. Zjedzenie zatem jogurtu na tydzień nie działa jak jednorazowe szczepienie. Trzeba je dostarczać do organizmu regularnie.
Idzie nowe: prebiotyki i synbiotyki
Prebiotyki to substancje obecne lub wprowadzane do jedzenia po to, żeby pomagać w rozwoju prawidłowej flory bakteryjnej jelit. W odróżnieniu od probiotyków nie zawierają żadnych mikroorganizmów, a jedynie substancje pobudzające ich wzrost i pracę. Mogą nimi być białka, tłuszcze, oligo i polisacharysy. Najczęściej stosowanymi prebiotykami są oligosacharydy, np. inulina oraz fruktooligosacharydy zawarte w roślinach, takich jak szparagi, karczochy, cykoria, cebula. Warunkiem efektywności działania prebiotyków jest obecność w jelicie grubym bifidobakterii i/lub innych bakterii o właściwościach fermentacyjnych. Synbiotyki są połączeniem probiotyków i prebiotyków w jednym preparacie. Czyli dostajemy dwa w jednym: pożywkę i bakterie, które dobrze na niej rosną.
Margit Kossobudzka
Źródło: Gazeta Wyborcza 2008-11-26


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz