W samym pytaniu o „nierozwiązalne konflikty” widzę ważny trop: często problemem nie jest brak argumentów, tylko utrwalony sposób reagowania. Z mojego doświadczenia pomaga najpierw nazwać, o co naprawdę toczy się spór, bo dopiero wtedy da się zejść z poziomu emocji na poziom faktów. O superwizji i pracy nad takim schematem pisze też https://psycholog-ms.pl — bez uproszczeń, praktycznie.
Zaciekawiło mnie to, że w takich konfliktach często nie chodzi o sam temat, tylko o sposób reagowania. U mnie też zwykle pomaga najpierw nazwać, co właściwie mnie gryzie, bo wtedy łatwiej zejść z emocji. Tam też czytałem, że bez tego rozmowa kręci się w kółko.
W samym pytaniu o „nierozwiązalne konflikty” widzę ważny trop: często problemem nie jest brak argumentów, tylko utrwalony sposób reagowania. Z mojego doświadczenia pomaga najpierw nazwać, o co naprawdę toczy się spór, bo dopiero wtedy da się zejść z poziomu emocji na poziom faktów. O superwizji i pracy nad takim schematem pisze też https://psycholog-ms.pl — bez uproszczeń, praktycznie.
OdpowiedzUsuńZaciekawiło mnie to, że w takich konfliktach często nie chodzi o sam temat, tylko o sposób reagowania. U mnie też zwykle pomaga najpierw nazwać, co właściwie mnie gryzie, bo wtedy łatwiej zejść z emocji. Tam też czytałem, że bez tego rozmowa kręci się w kółko.
OdpowiedzUsuń